poniedziałek, 27 lutego 2017

Barman

Bywałyśmy w tej knajpce dość często swego czasu. Lana, Angie i Ja, czasami dołączała Dona. Drinki i żarcie serwował przystojny Barman, w typie latynosa. Żartowałyśmy z nim czasami, on dawał nam rabat jako stałym i uroczym klientkom. Stwierdziłyśmy zgodnie że jest całkiem fajny, chociaż zwykle mierzymy znacznie wyżej, odnośnie statusu naszych facetów. Jakiegoś wieczoru po pracy spotkałyśmy się w naszym bistro, a że humor nam dopisywał postanowiłam zastawić sidła na Barmana. Laski zamówiły na co miały ochotę a gdy przyszła moja kolej i zapytał - "co dla Pani ?"
odparłam że " tego na co mam ochotę w tym lokalu nie podają...", zauważyłam krótki błysk w jego oczach. Drążył a cóż to takiego, więc dodałam że coś pikantnego, on na to "jestem ciekaw tej pikanterii...". Na rachunku był spory rabat, a obok karteczka z kilkoma słowami i jego telefonem.
Dłuższy czas zwlekałam z reakcją ale w końcu wysłałam wiadomość. Spotkaliśmy się na drinka, od razu ustaliłam reguły gry.Wynajmował parter domu. Nie przepadam za wizytami u nieznajomych, bo tak naprawdę go nie znałam. W takim przypadku najlepszy jest hotel. Bez zbędnych ceregieli przystąpiliśmy do rzeczy. Niestety, mimo że był młody i przystojny stwierdziłam że jednak niezbyt mnie kręci. Dałam mu szansę nadrobienia tego mankamentu. Ciało miał niezłe, fiuta sporych rozmiarów, lśniąco kruczą czuprynę i zarost, ogólnie wszystko na swoim miejscu. Jednak lepiej żeby się nie odzywał. Teksty o zerżnięciu mnie twardą pałą działały jak zimny prysznic. Wykręciliśmy kilka numerów, jednak mimo technicznej poprawności to była porażka. Gimnastyka na drążku. Powstrzymywałam szalony śmiech, naszła mnie totalna głupawka, różne komiczne wizje przelatywały przed oczyma wyobraźni. W sumie spotkaliśmy się dwa razy na seks i obydwa takie same. On był zachwycony, chciał więcej i częściej, jednak nie jestem masochistką, nie w takiej nędznej konfiguracji. Nie odpowiadał mi jego zapach, poziom mentalny, głupie gadki o brzoskwinkach i pytągach. Cenna lekcja, szkoda czasu i własnego ciała na bylejakość. Chociaż jak nie spróbujesz to się nie dowiesz. Ale już od dawna wiem że muszę ufać swojemu instynktowi, który podpowiada na którego konia warto postawić.tbc

piątek, 27 stycznia 2017

Proces

Nie ma on nic wspólnego z Kafką, ani żadnym sądem. To będzie powolny proces odkurzania bloga. Lubię przelewać moje wspomnienia i bieżące przygody na papier prawdziwy i wirtualny. Ale zwykle zwyczajnie brak mi czasu, cierpliwości i weny, ale o tym mówiłam tu już nieraz.  Jest jeszcze sporo do opowiedzenia a historia też tworzy i rozwija się cały czas. Chętnie znowu zacznę, przypominać sobie zatarte nieco przez czas przygody i opisywać obecne sytuacje w erotycznym klimacie. I tak opiszę krótką znajomość z pewnym Barmanem, z niejakim Młodym, zwanym tak z racji bycia młodszym ode mnie o dwa lata, będzie więcej o Czarnoskórym, jeszcze jeden Doktorek a może i trzech, tym razem od spraw ludzkich. Nie pominę dzielnego Wojaka oraz pewnego wysokiego Urzędnika. To nie koniec listy, ale na dziś wystarczy spojlerów ;)  Relacja z Mecenasem trwa nadal i jest całkiem ok. Zdradzam go czasami z mecenasem R. ale rzadko i ostrożnie, bo musi to pozostać za szczelną kurtyną tajemnicy.

wtorek, 1 listopada 2016

Dzikość Serca

Przycisnął mnie swoim wytrenowanym ciałem z taką mocą że zabrakło mi tchu. Po chwili wywinęłam się i ofiarowałam mu kopniaka w podbrzusze. To go jeszcze bardziej rozsierdziło, poczułam mocne szarpnięcie za włosy i pchnięcie, padłam twarzą w miękkie piernaty. Odsunął pasek stringów na bok i z wielkim impetem wparował w moje delikatne wnętrze. Poczułam ostry ból, ciszę hotelowego pokoju rozdarł krzyk, silna dłoń zasłoniła mi usta. Spanikowałam, by po chwili jednak odzyskać rezon. Zanurzyłam pazury w jego ramieniu a ten nadal najzwyczajniej mnie gwałcił. Żeby było ciekawiej robił to bez gumy, co prawda w tych okolicznościach brakło mu czasu a właściwie rąk. Dobry gwałt nie jest zły, ale choróbska w pakiecie niedopuszczalne. Mogłam tylko liczyć na łut szczęścia. Tak, podobało mi się coraz bardziej, ocean ciepłych hormonów falował w rytmie sztormu. R. był w amoku, wypluwał siarczyste wulgaryzmy zaciskając palce wokół mojej szyi. W sposobnej chwili obiłam mu ponownie oblicze pokryte świeżym, ostrym zarostem. Jednocześnie kobiece jestestwo wibrowało rozkoszą....tbc

poniedziałek, 1 lutego 2016

Niewierna

Nie wahałam się, późnym popołudniem wybrałam numer mecenasa R z pamięci smartfona. Gdy się odezwał powiedziałam ' jestem gotowa' , poznał od razu mój głos ale nie zajarzył od razu o co chodzi. 'jestem gotowa się z tobą stuknąć krzyknęłam wprost', chwila ciszy i pytanie 'gdzie jesteś ?za godzinę przyjadę po ciebie'. Przyjechał z diabolicznym uśmieszkiem tryumfu. Nie ciesz się zbytnio, rzuciłam, to przez Hana Solo. Zrobił zdziwiona minę ale nie zamierzałam wyjaśniać. Jest przystojny i wyglądał świetnie. Wskoczyłam do jego sportowej bryki i pomknęliśmy do ekskluzywnego hotelu. Bo nie miałam zamiaru robić tego w jego willi, która jest całkiem blisko domu M. Już w samochodzie macał lubieżnie moje uda, napalony do granic. Jak byk ostro reagujący na czerwoną płachtę torreadora. Zaskoczyły drzwi apartamentu. Bez słów rzucił mnie na wielkie łóżko, w tej chwili specjalnie wyrwałam się, stwierdzając że jednak nie mogę zrobić tego M i wracam . Nie ma mowy, klamka zapadła, mała dziwko- wrzasnął. W takim razie to będzie gwałt stwierdziłam szarpiąc się, a on ze stoickim spokojem, że się z tego wykaraska. Przepychanki trwały chwilę, adrenalina rosła, testosteron buzował w czaszce cwanego prawnika. Trzasnęłam go z całej siły w twarz żeby trochę przystopował, ale efekt był odwrotny...tbc

sobota, 30 stycznia 2016

Powrót Marnotrawnej ;)

Wiem, wiem, obiecanki macanki a głupiemu stoi ;) Tyle wody upłynęło we wszystkich rzekach świata. Blog zarósł kurtyną pajęczyn.  W realu na szczęście wszystko pięknie kwitnie. Do pisania nie miałam weny, po prostu nie chciało mi się. Relacja z M. weszła w fazę dobrego małżeństwa, nie nie stała się nudna ani rutynowa, ale trwa już długo więc w moim odczuciu na taką nazwę zasługuje. Niedawno na seansie Gwiezdnych Wojen przeszyła mnie myśl, że będziemy kiedyś równie smutno wyglądać jak cudowni niegdyś Han Solo i księżniczka Leia. Tylko posiadanie wyrodnego syna odpada. Cholera, chyba lepiej wcześniej łyknąć kapsułkę z cyjankiem. Co prawda M. ma znacznie bliżej do tej opcji, ale co się odwlecze. Tylko Chewbbaca się nie posunął, uwielbiam tego kudłacza. Nie rozmawialiśmy na ten temat, zauważyłam że M. miał te same przemyślenia. Stwierdziłam że potrzebuję koniecznie silnego rycerza Jedi, żeby przebić klin klinem, czyli te ponure myśli. Był zawsze blisko w gotowości, jednak przekabacony na ciemną stronę Mocy, mecenas R...tbc